Portret na czarnym tle wcale nie wymaga studia – wystarczy, że masz jedno mieszkanie, jedną lampę, jedno okno i jedno dobrze przygotowane tło. W tym artykule pokażę Ci, jak w prosty sposób zrobić trzy konkretne setupy, które sam stosuję w domu. Podzielę się z Tobą dokładnymi wskazówkami dotyczącymi światła, odległości i ustawień aparatu.
- Wykorzystaj jedną lampę, jedno okno i jedno tło
- Skup się na świetle, odległościach i ustawieniach aparatu
- Opanuj technikę low key, aby uzyskać emocjonalny efekt
Dlaczego portret na czarnym tle w domu robi takie wrażenie?
Pracując nad portretem na czarnym tle, najważniejsze jest dla mnie usunięcie z kadru wszystkiego poza osobą – to ona jest w centrum uwagi. Ciemne tło działa jak teatralna kurtyna, kierując całą uwagę na bohatera. Każda emocja staje się wtedy wyraźniejsza i bardziej intensywna. Badania pokazują, że ciemne barwy pomagają w skupieniu uwagi, więc taki portret często przyciąga odbiorcę na dłużej niż zdjęcie na jasnym tle. Tego typu kadry świetnie sprawdzają się zarówno w sesjach wizerunkowych, jak i artystycznych, gdzie chcę opowiedzieć historię spojrzeniem i detalem skóry, a nie scenografią. Co ważne, nie potrzebujesz do tego studia – kluczem jest opanowanie światła i ekspozycji, a nie ilość sprzętu.
Efekt low key i kiedy go wybrać
Fotografia low key, czyli ujęcia w niskim kluczu, to podejście, w którym świadomie pozwalam, by większość kadru była ciemna, a tylko wybrane fragmenty – jak twarz i fragment sylwetki – były oświetlone. To nie tylko technika, ale sposób budowania nastroju: low key świetnie sprawdza się, gdy chcę pokazać zadumę, tajemniczość, dojrzałość lub mocny charakter portretowanej osoby. Technicznie rzecz biorąc, pracuję na dużym kontraście, niskim poziomie wypełnienia cieni i ekspozycji, aby najjaśniejsze partie skóry były dobrze naświetlone, a reszta tonęła w ciemności. Często korzystam z jednej lampy lub jednego źródła światła, ustawionego kierunkowo, bez dużych odbić od ścian, aby zachować „twardą” strukturę świateł i cieni. Efekt low key na czarnym tle do zdjęć doskonale łączy się z prostym domowym setupem, bo im mniej przypadkowego światła w pomieszczeniu, tym łatwiej kontrolować kontrast.
Minimalny sprzęt: aparat, jedna lampa, jedno okno i jedno tło
Do domowej sesji portretowej w domu nie potrzebuję całego arsenału sprzętu. W praktyce wystarcza mi jeden aparat, jedno źródło sztucznego światła, jedno okno i jedno porządne tło. Jeśli chodzi o światło, zazwyczaj wybieram lampę błyskową (speedlite) lub małą lampę LED, ponieważ są mobilne i łatwe do ustawienia nawet w małym pomieszczeniu. Kluczowym elementem jest czarne tło do zdjęć: może to być rola tła studyjnego, ale równie dobrze ciężka, matowa tkanina lub duży karton, byle nie był błyszczący. Przydadzą się też drobiazgi, takie jak taśma malarska do mocowania tła, ciemna odzież dla modela (żeby nie świeciła w kadrze) i ewentualnie kawałek styropianu lub blendy do lekkiego doświetlenia cieni po przeciwnej stronie lampy. Cała magia zaczyna się dopiero wtedy, gdy połączę to w przemyślany schemat – właśnie tym są trzy setupy, które opisuję dalej.
Jak przygotować czarne tło do portretu w domu?
Zanim dotknę lampy czy aparatu, najpierw przygotowuję czarne tło fotograficzne, bo to ono będzie bazą dla całej sceny. W domowych warunkach chodzi nie tylko o sam materiał, ale także o to, gdzie to tło wieszam i jak daleko od niego stoi model – te detale decydują, czy tło wyjdzie idealnie czarne, czy raczej szare i „brudne”. Nie zawsze muszę kupować rolkę studyjną; często ważniejsze jest, aby tło było matowe i nie łapało przypadkowych refleksów z lampy czy okna. Zwracam też uwagę na szerokość – w małych pokojach wygodniej pracuje się z tłem o szerokości 1,35 m niż z ogromną rolą 2,7 m, bo łatwiej je poprawnie rozwinąć i nie zagnieść. Dopiero kiedy mam pewność, że tło jest czyste, równe i dobrze zamocowane, zaczynam ustawiać odległości, światło i modela.
Jakie czarne tło wybrać do portretu na czarnym tle?
Wybór czarnego tła do zdjęć ma ogromny wpływ na finalny wygląd portretu, zwłaszcza jeśli pracuję w małym, jasnym pokoju. Najlepiej sprawdzają się tkaniny o głębokiej czerni i matowym wykończeniu, takie jak aksamit, ciężka bawełna czy gruby welur, ponieważ pochłaniają światło zamiast je odbijać i dzięki temu łatwiej uzyskać idealnie ciemne tło już w aparacie. Jeżeli nie chcę inwestować w typowe tło fotograficzne, z powodzeniem używam dużego czarnego kartonu, czarnej zasłony z Ikei albo nawet odwrotnie powieszonej narzuty łóżkowej, byle nie miała błyszczących wzorów – takie „improwizowane tła” są często tańsze i łatwiejsze do przechowywania. Ważne, by tło było możliwie gładkie; wszelkie zagięcia i fałdy potrafią wyjść jako jaśniejsze pasy lub plamy, więc albo je porządnie wygładzam, albo świadomie pogrążam w całkowitej ciemności za pomocą ekspozycji i odległości. Z czasem można oczywiście dokupić klasyczną rolkę papierowego tła – daje to superpowtarzalny efekt, ale do pierwszych domowych portretów absolutnie nie jest konieczne.
Ustawienie modela i odległości od tła
Kluczowy trik przy portrecie na czarnym tle polega na tym, że model nie może stać przyklejony do tła, bo wtedy każde, nawet delikatne światło, zacznie je rozjaśniać. W praktyce w małym pokoju staram się ustawić fotografowaną osobę przynajmniej 1,5–2 metry przed tłem, a lampę tak, aby świeciła głównie po przekątnej na twarz, a nie płasko w kierunku ściany za nią. Im większa odległość model–tło, tym szybciej światło gaśnie zanim dotrze do tła, więc na zdjęciu pozostaje ono ciemne lub wręcz całkowicie czarne. Dodatkowo często proszę modela, by minimalnie odsunął się od ścian bocznych, jeśli są jasne, aby uniknąć odbić i niechcianych prześwitów. Wreszcie pamiętam o wysokości ustawienia aparatu i kadrowaniu: jeśli tło ma ograniczoną szerokość, kadruję ciaśniej, w poziomie lub pionie, tak aby nie złapać fragmentów pokoju obok, które potem trudno będzie wyciemnić w postprodukcji.
Setup 1 – jedna lampa do prostego portretu na czarnym tle
Pierwszy setup to klasyka: jedna lampa do portretu + czarne tło + względnie zaciemniony pokój. To schemat, który najbardziej lubię za powtarzalność – niezależnie od pogody czy pory dnia zawsze uzyskuję podobny charakter światła. Na początek wyłączam w pokoju wszystkie inne źródła światła: lampy sufitowe, kinkiety, a jeśli trzeba, zasłaniam okno roletą lub grubą zasłoną, żeby nie mieszało mi się światło zastane. Lampę ustawiam stosunkowo blisko modela, bo im bliżej źródło światła, tym szybciej spada jego intensywność wraz z odległością, co pomaga „zabić” tło za plecami. W efekcie na zdjęciu mam pięknie oświetloną twarz i czarną otchłań dookoła, a cała reszta pokoju znika z kadru, mimo że fizycznie wciąż tam jest.
Ustawienie lampy, modyfikatora i kierunku światła
Przy takim oświetleniu portretowym w domu najważniejsze są: kąt padania światła, jego wysokość i wybór modyfikatora. Jeśli chcę uzyskać klasyczny, miękki portret, używam softboxa 60–90 cm lub parasolki dyfuzyjnej, ustawionej pod kątem około 45 stopni względem osi twarzy i nieco powyżej linii oczu, tak by cień od nosa opadał delikatnie w dół i na bok, a nie tworzył dziwnych kształtów. Gdy zależy mi na mocniejszym efekcie low key, sięgam po bardziej kierunkowy modyfikator: striper, beauty-dish z gridem albo zwykłą lampę z założoną tubą/strumienicą – wtedy światło jest węższe, lepiej odcina modela od tła i nie rozlewa się po pokoju. Staram się, by lampa była ustawiona możliwie blisko modela, czasem w odległości 60–80 cm od twarzy, co pozwala mi użyć niższej mocy i jednocześnie uzyskać szybki spadek jasności w stronę tła. Po drugiej stronie twarzy mogę dodać ciemną blendę (negatyw fill), czyli po prostu czarny karton, który jeszcze pogłębi cienie i wzmocni dramatyczny charakter zdjęcia.
Ustawienia aparatu do fotografii low key
Przy takim setupie kluczowe są ustawienia aparatu do portretu, bo to one decydują, czy tło będzie prawdziwie czarne, czy tylko ciemnoszare. Zwykle zaczynam od czasu migawki w okolicach 1/160–1/200 s (dla lampy błyskowej to często maksymalny czas synchronizacji), ISO ustawiam możliwie nisko – 100 lub 200 – aby zminimalizować szumy, a przysłonę dobieram w zależności od zamierzonej głębi ostrości, najczęściej w przedziale f/4–f/8. Najpierw robię zdjęcie testowe bez błysku, tylko z tymi ustawieniami: jeśli kadr wychodzi zupełnie czarny, wiem, że światło zastane zostało skutecznie wyeliminowane i dopiero wtedy włączam lampę. Moc błysku dostosowuję tak, by twarz była poprawnie naświetlona, ale bez przepaleń na jasnych partiach skóry – tu przydaje się podgląd histogramu i ostrzeżeń prześwietleń. Jeśli chcę niższy kontrast, odrobinę podnoszę ISO lub otwieram przysłonę, natomiast przy zdjęciach stricte low key trzymam się ustawień, które gwarantują bardzo głęboką czerń w tle już na etapie fotografowania.
Setup 2 – portret na czarnym tle przy świetle okiennym
Drugi setup to ratunek dla wszystkich, którzy nie mają lampy, a chcą zrobić w domu mocny portret przy oknie na czarnym tle. Zamiast błysku wykorzystuję tu po prostu światło dzienne wpadające przez jedno okno, traktując je jak gigantyczny softbox. Pierwszy krok to wybór odpowiedniej pory dnia i strony świata: najlepiej sprawdza się światło boczne, rozproszone – na przykład gdy słońce nie świeci bezpośrednio w okno, tylko jest lekko za chmurami lub po drugiej stronie budynku. Najbliższa przestrzeń za modelem powinna być możliwie ciemna, na przykład korytarz, zacieniony kąt pokoju albo właśnie rozwieszone czarne tło fotograficzne, żeby różnica jasności między twarzą a tłem była jak największa. Ten kontrast jest absolutnie kluczowy, jeśli chcę „wyczernić” tło samym światłem dziennym.
Jak „wyczernić” tło tylko światłem dziennym?
Żeby uzyskać portret na czarnym tle przy samym oknie, ustawiam modela bardzo blisko źródła światła – często 30–60 cm od krawędzi okna – i proszę, by delikatnie obrócił się twarzą do światła, tak aby najjaśniejsza była strona bliżej okna. Dalej kombinuję z odległością od tła: jeśli za plecami mam czarną zasłonę czy tkaninę, ustawiam ją jak najdalej, aby była niedoświetlona; jeśli korzystam z naturalnie ciemnego korytarza, pilnuję, by różnica ekspozycji między twarzą a tłem wynosiła kilka działek przysłony. W aparacie celowo „niedonawietlam” ekspozycji o 1–2 EV względem tego, co sugeruje pomiar matrycowy – dzięki temu skóra wciąż ma szczegóły, ale cienie w tle zapadają się prawie w absolutną czerń. Pomaga też wybór trybu pomiaru punktowego i mierzenie światła na najjaśniejszym fragmencie twarzy, a nie na całej scenie, bo wtedy aparat nie próbuje „rozjaśniać” ciemnego tła.
Kontrola kontrastu i ekspozycji przy portrecie przy oknie
Światło okienne potrafi być zdradliwe, bo zmienia się z minuty na minutę, więc przy oświetleniu portretowym w domu opartym tylko na oknie muszę bardziej niż zwykle pilnować ekspozycji. Najczęściej fotografuję w trybie manualnym, żeby zachować pełną kontrolę nad parametrami i uniknąć sytuacji, w której aparat samoistnie rozjaśnia kolejne klatki, gdy za oknem nagle wyjdzie słońce. Jeśli kontrast między stroną twarzy od okna a stroną od cienia jest zbyt mocny, mogę zastosować prostą blendę z białego kartonu po stronie ciemniejszej, odbijając trochę światła z okna i zmiękczając przejście. Z kolei gdy chcę jeszcze mocniejszego klimatu low key, zakładam na okno częściową zasłonę lub rolety, zostawiając wąski pas światła, który oświetla tylko fragment twarzy – wtedy dynamikę sceny reguluję głównie przysłoną i ISO. Zasada jest jedna: ekspozycję zawsze ustawiam na twarz, a tło zostawiam aparatowi do przyciemnienia, zamiast odwrotnie.
Setup 3 – miks lampy i okna w portrecie na czarnym tle
Trzeci setup to połączenie tego, co najlepsze w obu światach: używam jednego czarnego tła do zdjęć, a do oświetlenia modela łączę światło z okna i lampę błyskową lub LED. Lubię ten wariant, bo daje ogromną elastyczność – mogę zrobić kilka kadrów bardzo miękkich, „filmowych”, tylko na oknie, a potem jednym ruchem włączyć lampę i dobudować kontrast czy światło kontrowe. W małym mieszkaniu najczęściej ustawiam tło na przeciwległej ścianie wobec okna, tak żeby światło naturalne padało na modela z boku, a po drugiej stronie, lekko z tyłu, ustawiam lampę z gridem jako drugi plan. Dzięki temu twarz pozostaje miękko oświetlona, a na włosach lub ramieniu pojawia się delikatny, jaśniejszy kontur, który pięknie odcina sylwetkę od głębokiej czerni. Kontrast między oknem a lampą kontroluję mocą błysku – im słabszy błysk, tym subtelniejszy efekt i bardziej naturalny look.
Kiedy łączyć światło zastane z błyskiem?
Łączenie światła zastanego z błyskiem stosuję wtedy, gdy samo okno nie daje mi takiego charakteru, jakiego potrzebuję, albo gdy chcę wprowadzić do fotografii low key dodatkową warstwę plastyki. Przykładowo: jeśli okno świeci z jednej strony i daje piękne światło na twarz, ale cienie po drugiej stronie są za głębokie, mogę użyć lampy z bardzo małą mocą jako delikatnego wypełnienia cieni od tyłu lub od boku. Zdarza się też, że za oknem jest już wieczór i światło naturalne jest zbyt słabe, by trzymać niskie ISO, wtedy lampa staje się głównym źródłem, a okno daje jedynie minimalny, kolorystyczny „domek”. Warto pamiętać, że przy mixie świateł aparatem „ustawiam” ekspozycję na światło zastane (czas + ISO), a moc błysku dobieram tak, aby dodać tylko tyle światła, ile potrzebuję – jeśli zrobię odwrotnie i zacznę od zbyt mocnego błysku, okno przestanie być widoczne i cały sens mieszania źródeł zniknie.
Przykładowe schematy oświetlenia lampą i oknem
W praktyce korzystam z kilku prostych schematów, które łatwo odtworzyć w domu z jednym tłem i dwoma źródłami światła. Pierwszy to „okno jako główne, lampa jako kontrowe”: model siedzi bokiem do okna, twarz oświetla miękkie światło dzienne, a po przeciwnej stronie, lekko z tyłu, stawiam lampę z gridem lub wąskim modyfikatorem, która delikatnie podświetla krawędź włosów i ramion, wydzielając sylwetkę z czerni. Drugi to „lampa jako główne, okno jako tło”: ustawiam lampę bliżej modela po jednej stronie twarzy, żeby mieć powtarzalny, mocny światłocień, a okno zostawiam z tyłu lub z boku jako minimalne rozświetlenie cieni, często przepuszczone przez firanę. Trzeci, bardziej kreatywny wariant to sytuacja, gdy okno daję z przodu, ale częściowo zasłonięte, a lampę kieruję w tło, by delikatnie rozjaśnić jego fragment – wtedy mogę kontrolować, czy czarne tło do zdjęć jest absolutnie czarne, czy tylko bardzo ciemne, z subtelną poświatą za głową.
Postprodukcja portretu na czarnym tle w domowych warunkach
Nawet jeśli bardzo dbam o światło i ekspozycję, portret na czarnym tle prawie zawsze wymaga kilku świadomych kroków w postprodukcji, żeby wydobyć pełnię efektu. Staram się jednak, by edycja była rozsądna i wspierała to, co zrobiłem już aparatem, zamiast ratować błędy, które dało się łatwo poprawić podczas fotografowania. W programie do obróbki (Lightroom, Capture One czy inny RAW-konwerter) zaczynam od globalnej korekty ekspozycji, kontrastu i balansu bieli, bo te parametry wpływają na odbiór skóry i całego klimatu zdjęcia. Dopiero później schodzę na poziom pracy lokalnej – masek, pędzli, selektywnego rozjaśniania i przyciemniania – żeby dopieścić tło i twarz osobno. Celem jest zawsze to samo: maksymalnie czysta czerń w tle, z zachowaniem naturalnego wyglądu skóry i subtelnego modelunku światłem.
Wzmacnianie czerni i kontrastu
Przy obróbce fotografii low key na czarnym tle zaczynam od sprawdzenia histogramu – interesuje mnie, czy w ogóle mam głębokie cienie, czy wszystko siedzi raczej w średnich tonach. Żeby wzmocnić czerń, najczęściej delikatnie obniżam suwaki Blacks i Shadows, jednocześnie lekko podnosząc Contrast, ale uważam, by nie przeostrzyć skóry ani nie „zabić” szczegółów w ciemniejszych partiach włosów czy ubrania. Bardzo dobrze sprawdzają się lokalne maski: zaznaczam samo tło i przyciemniam je mocniej niż resztę kadru, czasem też obniżam na nim Clarity lub Texture, żeby ewentualne nierówności tła zniknęły i zamieniły się w jednolitą plamę czerni. Jeśli w tle są minimalne przebłyski ściany czy fałd materiału, maska pędzla z obniżeniem ekspozycji i kontrastu pozwala je łatwo wyczyścić bez ingerowania w twarz. Warto pracować na surowych plikach RAW – wtedy mam o wiele większy zakres regulacji świateł i cieni bez wprowadzania szumu.
Delikatna retusz twarzy
Przy portrecie na czarnym tle każda skaza na skórze jest bardziej widoczna, bo oko widza nie ma gdzie uciec, dlatego retusz robię bardzo świadomie, ale jednocześnie staram się nie przesadzić. Zaczynam od usunięcia drobnych niedoskonałości – pojedynczych wyprysków, paprochów, odstających włosków – korzystając z narzędzia klonowania lub leczenia punktowego. Potem delikatnie wygładzam skórę technikami, które zachowują teksturę, jak separacja częstotliwości lub odpowiednio ustawione pędzle w Lightroomie, ale zawsze zostawiam pory i naturalne linie, żeby twarz nie zamieniła się w plastikową maskę. Bardzo ważna jest kontrola świateł: jeśli na czole, nosie czy policzku pojawiły się przepalenia, próbuje je przygasić lokalnie, aby białe plamy nie wybijały się za bardzo z ciemnego tła. Na koniec często lekko podkreślam oczy – rozjaśniam tęczówki, dodaję odrobinę kontrastu na rzęsach – i przyciemniam krawędzie kadru winietą, co dodatkowo wzmacnia efekt „zanurzenia” postaci w czerni.
FAQ – najczęstsze pytania o portret na czarnym tle w domu
Na koniec zebrałem kilka najczęstszych pytań, które dostaję o portret na czarnym tle i domowe setupy z jedną lampą, jednym oknem i jednym tłem. Wbrew pozorom większość problemów nie wynika z braku sprzętu, tylko z drobnych błędów w ustawieniach światła, odległości czy ekspozycji, które bardzo łatwo skorygować. Jeśli ogarniesz te podstawy, zobaczysz, że nawet w niewielkim mieszkaniu można zrobić portrety, które wyglądają jak ze studia. Poniższe odpowiedzi traktuj jako krótkie ściągi, do których możesz wrócić podczas praktyki.
Jak zrobić portret na czarnym tle w małym pokoju?
W małym pokoju kluczowa jest kontrola nad kierunkiem światła i odległością między modelem a tłem – ustaw modela jak najdalej od ściany z tłem (nawet jeśli to tylko 1–1,5 metra) i postaraj się, by lampa lub okno świeciły głównie na twarz, a nie w stronę tła. Wyłącz wszystkie inne źródła światła w pomieszczeniu, a jeśli ściany są jasne i odbijają światło, możesz „ściemnić” je, używając czarnych zasłon, narzut czy nawet ciemnych ubrań rozwieszonych poza kadrem. Zadbaj o to, by ekspozycja w aparacie była ustawiona na twarz, a tło pozostawało mocno niedoświetlone – wtedy nawet zwykła ściana może zamienić się w prawie całkowicie czarną płaszczyznę.
Jakie ustawienia aparatu do portretu low key w domu?
Przy fotografii low key w domu zazwyczaj pracuję w trybie manualnym, trzymając ISO jak najniżej (100–200), czas migawki w okolicach 1/125–1/200 s i przysłonę między f/4 a f/8, w zależności od pożądanej głębi ostrości. Najpierw ustawiam parametry tak, aby bez żadnego dodatkowego światła kadr był prawie czarny lub mocno niedoświetlony, a dopiero potem wprowadzam lampę lub korzystam ze światła okna, rozjaśniając tylko twarz. Pomiar ekspozycji robię punktowo na najjaśniejszym fragmencie skóry, co pomaga uniknąć przepaleń i jednocześnie utrzymać tło bardzo ciemne. Jeśli chcę jeszcze mocniejszego efektu low key, celowo zjeżdżam z ekspozycją o 1 EV poniżej „poprawnej” i kompensuję to lekkim rozjaśnieniem w postprodukcji.
Czy da się zrobić czarne tło bez kupowania tła fotograficznego?
Tak, czarne tło do zdjęć wcale nie musi być profesjonalną rolką – na początku świetnie sprawdzi się gruba, czarna zasłona, narzuta na łóżko, kawałek ciemnego materiału czy duży karton malowany na czarno. Najważniejsze, żeby powierzchnia była możliwie matowa i nie odbijała światła z lampy czy okna, bo wtedy łatwiej utrzymać ją w głębokiej czerni. W praktyce często używam „improwizowanych teł”: zasłony rozpiętej między dwoma stojakami, czarnej pościeli przypiętej klipsami do karnisza albo kartonu przyklejonego taśmą do ściany za krzesłem modela. Dzięki odpowiedniej ekspozycji i dystansowi między tłem a modelem takie rozwiązania dają na zdjęciu efekt niemal nie do odróżnienia od profesjonalnego tła studyjnego.
Jedna lampa czy okno – co lepsze do portretu na czarnym tle?
To zależy od tego, czego oczekujesz: lampa daje powtarzalność i pełną kontrolę nad oświetleniem portretowym w domu, niezależnie od pory dnia, więc jeśli chcesz regularnie pracować nad portretami low key, jedna dobra lampa to świetna inwestycja. Światło okienne z kolei bywa bardziej miękkie i naturalne w odbiorze, ale jest kapryśne – zmienia się zależnie od pogody i godziny, a w pochmurny dzień może być po prostu za słabe, by „wyczernić” tło bez podnoszenia ISO. Dlatego często mówię tak: jeśli dopiero zaczynasz i masz ładne, duże okno – zacznij od niego, a jeśli czujesz, że chcesz powtarzalności i większej kontroli nad cieniem, dołóż z czasem jedną lampę i zacznij eksperymentować z setupem mieszanym.
Jak uniknąć szumów przy fotografii na czarnym tle?
Szumy przy portrecie na czarnym tle pojawiają się głównie wtedy, gdy musisz mocno podnosić ISO albo agresywnie przyciemniać tło w postprodukcji, dlatego najlepiej działa tu profilaktyka. Staraj się pracować z jak najniższym ISO, korzystając z mocniejszej lampy lub jaśniejszego światła z okna, a ekspozycję ustawiaj tak, by tło było ciemne już w aparacie, a nie dopiero po dociągnięciu suwaków Blacks i Shadows. Fotografuj w RAW, bo pliki surowe znoszą dużo lepiej delikatne przyciemnianie i redukcję szumu niż JPEG. W programie do obróbki stosuj redukcję szumu z wyczuciem – najpierw na tle, a dopiero potem na całym kadrze – i nie przesadzaj z podbijaniem cieni, jeśli nie ma takiej potrzeby, bo to najszybsza droga do „ziarnistej” czerni.




